Moja ostatnia rozprawa trwała prawie 6 godzin. Zakończył się dwuipółletni proces sądowy. Myślę, że powiedziałam to, co trzeba było powiedzieć. Miałam wrażenie, że ławniczki spoglądają z niemałym poruszeniem. Ufff, Panie Jezu, przeszliśmy przez to. Ty uchroniłeś mnie przez taki szmat czasu od kłamstwa i łez. A na tej ostatniej rozprawie nie było już niepokoju. Ogarnęło mnie uczucie, że cała jestem w Twoim Ręku i że możesz zgnieść mnie na proszek, jeśli potrzeba. Że na wszystko, co robisz, chcesz mojej zgody. I że nie ma lepszego miejsca do odnalezienia się niż być w Twoim Ręku.
Nie wiem, jaki będzie wyrok. Na razie T. lekkim tonem zgodził się na zaproponowane przez sąd ograniczenie praw rodzicielskich. Tak łatwo odrzuca swój dar ojcostwa.
W książce z cytatami na każdy dzień roku, którą dostałam od Sylwii, akurat na 14 listopada - dzień ogłoszenia wyroku - przewidziano słowa bł. Jana Pawła II:
"Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz