Dziękuję za noc Zesłania Ducha Świętego, za dominikańskie czuwanie, za to, że była ze mną moja córka. Jadwiga wyszła wprawdzie nieco rozczarowana, spodziewała się chyba jednak wichru, grzmotu i języków ognia, ale przecież ma dopiero dwanaście lat. Tyle przed nią możliwości. Wystarczy teraz to małe ziarenko rzucone na glebę wczesną wiosną.
Duchu Święty, proszę, pilnuj we mnie tych darów siedmiorakich, które mi dałeś, pilnuj, aby nie wyciekały, nie zardzewiały, aby były w użyciu. Wysyłaj mi swoich posłańców i posyłaj mnie, abym była Twoim posłańcem dla kogoś drugiego. Chcę być do Ciebie podłączona, aby poprawnie działać. Chciałabym świecić Bożym światłem jak stuwatowa żarówka, a nie tym migotliwym, ludzkim płomykiem.
Jutro Samuel wyjeżdża z dziadkami, ponieważ pojutrze Łucja musi już trafić do szpitala. Proszę Aniołów Stróżów o opiekę nad nimi. To będzie ciężki tydzień. Dobrze, że zaczął się zesłaniem Ducha - akurat w Dzień Matki. Lubię mieć komplet dzieci w domu wieczorami. Szczególnie Samuel tęskni za mną. Samuel, który nie pamięta jak mieszkał ze swoim tatą. Ja jestem dla niego całością rodzicielską.
Święci Patronowie, módlcie się za nimi.
Jeśli chcesz Boże, powołaj jedno z moich dzieci na służbę Tobie w życiu kapłańskim lub zakonnym. Teraz już chyba matki rzadko modlą się o powołania dla swoich dzieci. Wiem, że powierzyłeś mi je tylko na dwie pierwsze dekady ich życia...
A Mieczysław Guzewicz powiada, że najlepszą metodą wychowawczą jest metoda bólu kolan. (Od modlitwy za dzieci.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz