czwartek, 18 sierpnia 2016

Grudzień 2012

To już grudzień, adwent. Łucja chora, nie możemy pójść na roraty. T. ostatnio nie przychodzi do dzieci w środy. Ciemno, mróz, nie ma energii. W naszej rodzinie smutno, Jadwiga zamknięta w swoim pokoju, odwrócona plecami do świata, ze wzrokiem w laptopie. Trudno nam w zgodzie dokończyć choćby grę planszową. Ja od dwóch dni na zwolnieniu na Łucję, toteż jedynym dorosłym człowiekiem, z którym zamieniłam dwa słowa, była pani w sklepie spożywczym.

Ogarnęła mnie niemoc modlitwy. Jezu, przyjmij to moje wieczorne czuwanie bez słów jako modlitwę. Przyjmij za modlitwę moje brzdąkanie na gitarze i wspólnie z dziećmi zaśpiewany "Apel jasnogórski".
Przyjdź Światło, przyjdź Ogniu. Nie pozwól mi być niedźwiedziem w zimowej gawrze. Daj zdolność czynu! Tylko Ty możesz mną potrząsać, tylko Tobie pozwalam wpadać jak wicher i wywracać wszystko. Oddaję Ci moją kulawą modlitwę i przyziemną pracę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz