Obudziłam się dzisiaj z przyjemnego snu o bardzo przyjemnym, czułym małżeńskim pożyciu. Cóż... takie przebudzenia nie są miłe. Poczucie niesprawiedliwości i krzywdy we mnie zakrzyczało: Dlaczego już nie dla mnie?! Dlaczego już nigdy w życiu? Miałam tylko trzydzieści jeden lat!
Co można zrobić? Tylko się modlić. On stworzył nas ludźmi, wie o nas wszystko. Przypomina mi o ludziach konsekrowanych oraz o milionach tych, którzy nie z własnego wyboru żyli samotnie całe życie.
Tak, musiałam oddać coś, wokół czego w dzisiejszym świecie robi się ogromnie dużo szumu. Tak, czasem mi brakuje, jest pusto, ciężko, tęskno, ciało wierzga i ogłasza bunt.
Ale - TAK. Tak, oddaję, jeśli taka jest Twoja wola, Panie. To niewielka cena za żywego Boga w Eucharystii. To śmiesznie niska cena za wieczność w Domu Ojca. Po ponad dwóch latach modlitwy już nawet rzadko dotkliwa cena.
Dziękuję Ci Panie za dar wierności. Dziękuję, że przeprowadzasz mnie mocną ręką przez szóste przykazanie.
Z Psalmu 138
Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie.
Wbrew gniewowi mych wrogów wyciągasz swą rękę, Twoja prawica mnie wybawia.
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz