Jak woń jaśminu, jak cynamonu woń, jak mandragory woń - Twoja miłość.
Jezu, moje Źródło! Dziękuję Ci za te setki chwil, mgnień oka, gdy wprost okazywałeś mi swoją miłość. Uczę się jak Cię szukać także rozumem, ale wciąż najmocniej napełnia mnie łaska wiary i odczuwalnej miłości, jakie mi zsyłasz.
Kiedy czuję się kochana, wtedy dopiero potrafię kochać bliźniego, ponieważ nie ma we mnie dziur, nie ma we mnie głodu i nie boję się, że ten bliźni coś ze mnie zje. Nie boję się, że mnie pochłonie, gdy dam mu coś bezwarunkowo. Więc kochaj mnie mocno, w co ufam i ucz mnie. Uczę się powoli, dziesiątki egzaminów z chrześcijaństwa oblewam, ale bardzo pragnę powtarzać klasy i uczyć się dalej.
W moim poprzednim modlitewniku tyle razy prosiłam Ciebie, abyś prowadził mnie właściwą ścieżką otoczoną wielkimi drogowskazami, byś mówił do mnie DRUKOWANYMI LITERAMI I BARDZO GŁOŚNO, bo jestem duchowo przygłucha.
Nadal o to proszę, bo nadal nie rozumiem wielu zdarzeń z mojego życia, nie odczytuję sensów, nie dostrzegam celu z perspektywy mrówki z czułkami przy samej ziemi. Łucja szalała dziś na modlitwie, gwałtowne tiki przeszkadzały jej wypowiadać słowa "Wierzę w Ciebie Boże żywy". Daj jej pokój. Udziel jej spokoju serca, głowy i mięśni.
Przytul w ten czas nieludzki swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka przychodzi spoza nas...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz